Nasze oczekiwanie…

Rozpoczynamy Adwent. Jest to szczególny czas nie tylko ze względu na to, że rozpoczyna on cały rok liturgiczny, ale przede wszystkim jest to, jak zwykło się mawiać „czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana”.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy opowieść o oczekiwaniu. Jezus opowiada swoim uczniom o tym, jak pewien człowiek zostawia swój dom, wyrusza w podróż, a swoim sługom wyznacza zadania, powierza cały swój dom i karze oczekiwać na swój powrót odźwiernemu. Z jednej strony będąc sługą, można by się ucieszyć, bo przecież „kota nie ma, myszy harcują”, ale to niestety nie jest taka sielanka, jakby się mogło wydawać. Przecież w każdym momencie ich pan mógł wrócić, a oni nie będąc gotowi na jego przybycie, mogli zostać straceni. Musieli czuwać! Cały czas, bo przecież nie znali dnia, ani godziny przyjścia swojego pana.

Oczekiwanie, czyli pragnienie czegoś, czego się spodziewamy, wzbudza w nas czujność. Bez niej jakiekolwiek każde oczekiwanie traci sens, ponieważ przeoczy się to, na co się czeka. Przecież każdy z nas codziennie nad czymś czuwa. Na przystanku, żeby autobus nam nie uciekł; w kuchni, żeby nam kotlety się nie spaliły, czy u lekarza, żeby nikt nie wszedł poza kolejką. To pokazuje nam jak bardzo czujność jest ważna, abyśmy czegoś nie przeoczyli, czy stracili.

Dzisiejsza opowieść z Ewangelii nawiązuje do samych początków. Do stworzenia świata, gdzie Bóg obdarowuje nas wszystkim, co jest nam potrzebne do życia. Tak jak pan zbudował swój dom, tak Bóg stworzył świat. Pan „powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie”. To samo Bóg uczynił, mówiąc „Czyńcie sobie ziemię poddaną”, co oznacza dbanie o to, co stworzył Bóg. W realizacji tego polecenia każdy z nas ma wyznaczone właściwe dla siebie miejsce, jak służący w domu pana. Jezus nam przypomina w wielu miejscach o tym, że będziemy z tego rozliczeni, a więc musimy być gotowi by zdać sprawę z naszej pracy.

Każdy z nas ma być jak odźwierny z przypowieści, który czuwa i z daleka wypatruje swojego Pana. Jednak często się gubimy i zamiast czuwać, porzucamy nasze oczekiwanie na rzecz samych siebie. Przypomina nam to dzisiaj, w dosadny sposób Izajasz, który porównuje ludzką kondycję do skrwawionej szmaty i zwiędłych liści. „Nasze winy poniosły nas jak wicher” w dalekie strony grzechu za synem marnotrawnym.

Wydaje się, że z tak beznadziejnej sytuacji nie ma wyjścia. Zawiedliśmy pełną gębą. Izajasz jednak pokazuje, że mamy wołać do nieba, że tylko rozmowa z Bogiem może nas zwrócić we właściwą stronę. Jak wiemy ten rachunek sumienia Izajasza, sprawił, że Bóg naprawdę rozdarł niebiosa i zszedł na ziemię. Takie samo jest nasze oczekiwanie. Czekamy na przyjście Pana.

Niech ten rozpoczynający się Adwent będzie dla nas wszystkich czasem naszego nawrócenia i powrotu na właściwą ścieżkę, abyśmy zawsze pamiętali, że „nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie”, że żyjemy i umieramy dla Pana! Czuwajmy więc, bo nie wiemy kiedy On do nas przyjdzie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.